Związki partnerskie realne? Po 20 latach walki ustawa o osobie najbliższej trafi do Sejmu

„Spotkaliśmy się w połowie drogi” – tymi słowami Katarzyna Kotula (Lewica) podsumowała w piątek porozumienie koalicji rządzącej w sprawie projektu ustawy o statusie osoby najbliższej. Projekt to owoc kompromisu między koalicjantami, głównie Lewicą i PSL, który przez miesiące blokował prace.

„Wzajemny szacunek, pomoc, troska i lojalność”

Projekt ustawy o statusie osoby najbliższej w związku i umowie o wspólnym pożyciu mówi o wzajemnym szacunku, o pomocy, trosce i lojalności – mówiła Kotula na wspólnej konferencji Lewicy i PSL. Jak podkreśliła, sama nazwa aktu prawnego jest odzwierciedleniem wypracowanego kompromisu.

Ustawa ma regulować kluczowe kwestie życia codziennego par, które nie zawarły małżeństwa.

Chodzi o stosunki majątkowe, prawo do mieszkania, możliwość dochodzenia wzajemnych alimentów, a także – co niezwykle ważne – wzajemny dostęp do informacji medycznej. Projekt przewiduje również dziedziczenie testamentowe, ubezpieczenie zdrowotne dla obu stron oraz prawo do urlopu opiekuńczego.

Długa droga do kompromisu

Historia starań o prawne uznanie związków partnerskich w Polsce to opowieść o nadziei i kolejnych politycznych porażkach. Pierwszy projekt ustawy o rejestrowanych związkach partnerskich trafił do Sejmu już w 2004 roku, przekazany przez Senat V kadencji. Mimo że większość w parlamencie mieli wówczas lewicowcy, projekt upadł, a kolejne kadencje przynosiły tylko kolejne niepowodzenia.

W 2011 roku projekt złożył klub SLD, w 2012 roku aż trzy propozycje trafiły pod obrady Sejmu – autorstwa Ruchu Palikota, SLD i Platformy Obywatelskiej. Wszystkie zostały odrzucone w pierwszym czytaniu, głosami PiS, PSL i części posłów PO. Kolejne próby w 2013 i 2018 roku także zakończyły się niepowodzeniem.

Nadzieja pojawiła się wraz z powstaniem obecnej koalicji rządzącej.

Zapowiedź wprowadzenia związków partnerskich znalazła się zarówno w programie Lewicy, jak i Koalicji Obywatelskiej. Mimo to, temat nie znalazł się w umowie koalicyjnej, a powołana na minister ds. równości Katarzyna Kotula napotkała na opór ze strony koalicyjnego PSL.

Przełom nastąpił tego lata. Po rekonstrukcji rządu, w której Kotula straciła tekę ministerialną, ale pozostała w rządzie jako wiceminister, powróciła do negocjacji. Kluczowy był sprzeciw PSL wobec rejestracji związków w urzędach stanu cywilnego. Kompromisowa propozycja Kotuli zakładała, że umowa partnerska będzie zawierana przed notariuszem.

We wrześniu doszło do porozumienia między szefami Lewicy i PSL, a finalne zapisy wypracowały Katarzyna Kotula oraz posłanka PSL Urszula Pasławska.

Co dalej?

Projekt ustawy, będący owocem „spotkania w połowie drogi”, ma szansę zakończyć wieloletni polityczny impas. Choć nie jest to pełnoprawny, rejestrowany związek partnerski, o który zabiegała Lewica, zapewnia parom realne, konkretne uprawnienia, na które czekały od lat.

Po 20 latach od złożenia pierwszego projektu, pary w Polsce znów mają nadzieję, że państwo zacznie je dostrzegać.

Ale do sukcesu tej ustawy w parlamencie jeszcze daleka droga.