Walizka śmierci. Po pięciu latach tajemnica zaginionego grudziądzanina rozwiązana w lesie pod Londynem

Przez prawie pięć lat rodzina z Grudziądza żyła w koszmarze niepewności. Wierzyli, że 57-letni mężczyzna, który wyjechał za pracą do Anglii, w końcu zadzwoni i powie, że wszystko w porządku. Ostatnia deska ratunku runęła w piątek, gdy śląska policja ujawniła makabryczne znalezisko: ciało mężczyzny, ukryte w walizce porzuconej w lesie hrabstwa Berkshire. Sprawa, która na zawsze odmieni życie grudziądzkiej rodziny, właśnie dobiegła końca – choć jej finał jest bardziej przerażający, niż ktokolwiek mógł przypuszczać.

To, co jeszcze niedawno było jedną z wielu spraw o zaginięciu, dziś odsłania kulisy brutalnej zbrodni i międzynarodowej układanki, którą przez lata układali policjanci z trzech krajów. 57-letni grudziądzanin, mieszkający od 2015 roku w Slough, zniknął z powierzchni ziemi w listopadzie 2021 roku. Zaniepokojona rodzina z Polski, z którą mężczyzna utrzymywał regularny kontakt, zgłosiła zaginięcie, gdy jego telefon zamilkł na dobre.

Świadkowie wrócili na Śląsk

Brytyjska policja z Thames Valley początkowo nie miała tropu. Mimo apeli i zaangażowania polskich organizacji, ślad po 57-latku zaginął. Przełom nastąpił dopiero rok później, gdy do akcji wkroczyli kryminalni ze śląskiej komendy. Funkcjonariusze wpadli na trop, który prowadził nie do Wielkiej Brytanii, ale na Śląsk.

Okazało się, że osoby mogące wiedzieć, co stało się w Slough, opuściły Wyspy i wróciły do Polski. W styczniu 2023 roku policjanci zatrzymali w Bielsku-Białej 25-letnią Kamilę W. i 33-letniego Adriana N. Oboje przyznali się, że byli świadkami zabójstwa. Prokuratura Okręgowa w Gliwicach postawiła im zarzuty nieudzielenia pomocy i pomocy w ukryciu zwłok. To oni wskazali palcem na sprawców.

Łącznik, Eurojust i las pod Londynem

Sprawa nabrała rozpędu, gdy w sierpniu 2023 roku Prokurator Generalny RP porozumiał się ze stroną brytyjską, powołując wspólny zespół śledczy. W jego skład weszli prokuratorzy z Gliwic, brytyjscy śledczy oraz przedstawiciele Eurojustu. Efekt tej współpracy był błyskawiczny. W 2023 roku w Londynie zatrzymano dwóch mężczyzn: 28-letniego Adriana P. z Bielska-Białej oraz 36-letniego Tomasza W. z Grudziądza.

To właśnie Tomasz W. został wskazany jako ten, który zadał śmiertelne ciosy 57-latkowi. Ale prawdziwie makabrycznego odkrycia dokonano nie w policyjnym areszcie, lecz podczas wspólnej akcji w terenie. Śląscy policjanci, skierowani do Londynu, wraz z funkcjonariuszami Thames Valley przeczesali leśny obszar pod miastem. W zaroślach, w zapomnianej przez świat walizce, znaleźli to, czego rodzina z Grudziądza bała się najbardziej – zwłoki zaginionego.

„To on” – DNA potwierdziło najgorsze

Przeprowadzona na Wyspach sekcja zwłok, w której brał udział polski prokurator, oraz badania DNA nie pozostawiły złudzeń: w walizce spoczywało ciało 57-letniego grudziądzanina.

Adrian P., któremu zarzuca się pobicie i utrudnianie śledztwa poprzez ukrycie zwłok, trafił do Polski w styczniu tego roku. Jednak to moment, na który czekała cała prokuratura, nastąpił pod koniec lutego. 26 lutego 2026 roku Tomasz W. został przekazany polskim służbom w specjalnym, wzmocnionym konwoju. 3 marca gliwicka prokuratura usłyszała jego zarzut: zabójstwo.

Cicha zemsta sprawiedliwości

Dziś wszyscy podejrzani są w Polsce. Kamila W. i Adrian N., którzy pomagali zacierać ślady, po ponad roku spędzonym w areszcie odpowiadają z wolnej stopy. Adriana P. czeka proces, w którym grozi mu do 8 lat więzienia. Dla 36-letniego Tomasza W., głównego podejrzanego o zabójstwo, perspektywa jest tylko jedna – nawet dożywotnie więzienie.

Dla grudziądzkiej rodziny, która przez lata żyła nadzieją, że 57-latek jednak się odnajdzie, piątkowa informacja policji jest druzgocąca. Śledztwo, choć zakończone sukcesem procesowym, nie przyniesie ukojenia. Przynosi jedynie makabryczną pewność, że ich bliski spoczął w walizce, w obcym lesie, daleko od domu. Sprawiedliwość, choć spóźniona, w końcu zapukała do drzwi sprawców. Pytanie, czy kiedykolwiek zdoła ukoić ból tych, którzy czekali.