Mundurki, farbowane włosy i nieuchwytne normy. O czym naprawdę jest nowa wojna o wygląd w szkole?

W gabinetach Ministerstwa Edukacji Narodowej trwają prace nad zmianami, które mają na pierwszy rzut oka charakter wyłącznie techniczny – chodzi o nowelizację Prawa oświatowego. Projekt, który trafił pod obrady Stałego Komitetu Rady Ministrów, ma zagwarantować uczniom ustawowe „prawo do kształtowania własnego stroju i wyglądu” oraz wolność od dyskryminacji ze względu na wygląd. Brzmi jak oczywistość i długo wyczekiwane uwspółcześnienie szkolnej rzeczywistości. Ale diabeł, jak zwykle, tkwi w szczegółach, a konkretnie – w jednym zdaniu: „strój ma być zgodny z ogólnie przyjętymi normami społecznymi” .

To właśnie te „ogólnie przyjęte normy” stają się nową linią frontu w odwiecznej wojnie pokoleń i światopoglądów. Bo czym one są?

Dla dyrektora szkoły w małym miasteczku – jednym, dla nastolatka z wygolonym wzorkiem na głowie w wielkomiejskim liceum – czymś zupełnie innym. Resort edukacji, odpowiadając na interpelację poselską, przyznał, że w wielu statutach szkół wciąż funkcjonują zapisy nakazujące „naturalny” kolor włosów czy zakazujące koloryzacji, które nie powinny mieć miejsca.

Jednocześnie jednak sam projekt zawiera sformułowanie na tyle pojemne, że może pomieścić zarówno zakaz przychodzenia na lekcje w stringach, jak i wymóg „naturalnego” koloru włosów.

Psycholog społeczny: ubiór to komunikat, szkoła to nie klub

Profesor Zbigniew Nęcki, komentując prace MEN, zwraca uwagę na społeczną funkcję ubioru.

Sposób ubierania się sygnalizuje otoczeniu, co myślę o sobie, o innych i o normach społecznych – mówi. – Te normy są powszechnie czytelne: na pogrzeb ubieramy się ciemno i poważnie, na wesele kolorowo i wesoło. Odwracanie tych konwencji często kończy się społecznym wykluczeniem.

W tym kontekście profesor Nęcki nie wyklucza, że powrót do mundurków szkolnych mógłby być rozwiązaniem porządkującym funkcjonowanie szkoły jako instytucji publicznej.

Okazji do indywidualnej ekspresji poza szkołą jest bardzo wiele. Szkoła to doświadczenie wieloletnie i grupowe, dlatego pewna konwencja stroju, z możliwością wyróżnienia się detalami, mogłaby ułatwiać współdziałanie – ocenia.

Jednocześnie przestrzega przed nieostrością pojęć użytych w projekcie.

Trzeba jasno zdefiniować, czym są „ogólnie przyjęte normy społeczne”, i kto ma je określać – podkreśla, dodając, że w regionach o silnie zakorzenionych normach obyczajowych granica bywa wyjątkowo płynna.

Krótka i burzliwa historia polskich mundurków

Temat mundurków budzi w Polsce silne, najczęściej negatywne, skojarzenia z niedalekiej przeszłości.

Obowiązek noszenia jednolitych strojów we wszystkich publicznych szkołach podstawowych i gimnazjach wprowadził 1 września 2007 roku ówczesny minister edukacji Roman Giertych. Był to element szerszej polityki mającej na celu, jak mówiono, zwiększenie bezpieczeństwa i wprowadzenie ładu.

Już rok później, po zmianie ekipy rządzącej, przepis ten został zniesiony, a decyzja o ewentualnym mundurku wróciła w gestię poszczególnych szkół.

Dziś, jeśli szkoła chce wprowadzić jednolity strój, decyzję może podjąć dyrektor – z własnej inicjatywy lub na wniosek rady szkoły, rodziców czy samorządu uczniowskiego.

Wzór ustala się w uzgodnieniu z radą rodziców, zasięgając opinii rady pedagogicznej i samorządu . W praktyce mundurki przetrwały głównie w szkołach prywatnych, społecznych czy katolickich, gdzie są elementem budowania określonej tożsamości i prestiżu . W szkołach publicznych, jeśli już się pojawiają, przybierają formę prostych kamizelek lub koszulek z logo, bardziej w charakterze gadżetu niż rygorystycznego uniformu.

Argumenty za i przeciw: równość kontra indywidualność

Debata wokół mundurków toczy się wokół odwiecznych wartości.

Zwolennicy podnoszą argument równości społecznej – mundurek ma niwelować widoczne różnice majątkowe między uczniami, ograniczać presję konsumpcyjną i przejawy dyskryminacji ze względu na status materialny. Ma też sprzyjać dyscyplinie, poczuciu wspólnoty i skupieniu na nauce, a nie na wyglądzie.

Przeciwnicy odpowiadają, że szkoła to nie wojsko, a uniform jest sztucznym, archaicznym narzędziem tłamszącym indywidualność i prawo młodego człowieka do ekspresji siebie. Podkreślają, że mundurki są często niewygodne, nudne wizualnie i stanowią dodatkowy, niepotrzebny koszt dla rodziców. Ich zdaniem, prawdziwe poczucie wspólnoty buduje się przez wspólne wartości i działania, a nie przez identyczne ubrania.

Co ciekawe, podczas gdy w Polsce mundurki są raczej rzadkością, w wielu krajach o ugruntowanych systemach edukacyjnych są one normą. W Wielkiej Brytanii tradycja szkolnych uniformów sięga XIX wieku i jest symbolem dyscypliny i przynależności. W Japonii charakterystyczne mundurki marynarskie dla dziewcząt i garnitury „gakuran” dla chłopców są nieodłącznym elementem szkolnego krajobrazu .

To pokazuje, że spór o mundurki ma wymiar nie tylko praktyczny, ale głęboko kulturowy.

Przyszłość: prawo, którego nikt nie będzie potrafił zastosować?
Nowelizacja przygotowywana przez MEN próbuje znaleźć złoty środek między indywidualną wolnością a społecznymi normami. Projekt wyraźnie zabrania noszenia strojów „nawołujących do nienawiści, dyskryminujących, sprzecznych z prawem lub zagrażających bezpieczeństwu” . Jednocześnie przyznaje, że statut szkoły może określać zasady stroju np. na lekcji wychowania fizycznego czy zajęciach w pracowni chemicznej.

Kluczowe pytanie brzmi jednak: czy te przepisy cokolwiek zmienią?

Czy zamiast jawnych zakazów farbowania włosów nie pojawią się zakamuflowane pod płaszczykiem „nieprzestrzegania norm społecznych”? Czy uczeń, któremu dyrektor zasugeruje „poprawienie fryzury” – jak miało to miejsce w jednym z krakowskich liceów – będzie miał realne narzędzia obrony?

Wiceminister edukacji Katarzyna Lubnauer określa projekt jako „nowoczesne rozwiązania kodyfikacyjne”, które uporządkują prawną materię rozsianą po statutach.

Czy jednak nie doprowadzi to do nowej fali niejasności i konfliktów? Szkoła od zawsze była miejscem, gdzie uczono się nie tylko matematyki, ale i negocjowania granic. Nowe prawo najwyraźniej ma tę drugą lekcję usankcjonować.

Sukces będzie zależał nie od zapisów w ustawie, ale od mądrości, taktu i dialogu między tymi, którzy jej używają.