Burmistrz o dzieciach ze wsi: „Są gorzej ubrane, to trauma dla miasta”

Jan Adamowicz, burmistrz Korsz, w woj. warmińsko-mazurskim, w powiecie kętrzyńskim, wylał żale na sesji rady gminy i wywołał burzę, która nie chce ucichnąć. Sam chłopak ze wsi, teraz urzędnik, stwierdził, że wiejskie dzieci są gorzej ubrane i nie pasują do miejskiej szkoły. Mieszkańcy są oburzeni, rodzice wściekli, a radni chowają głowy w piasek. Czy burmistrzowi grozi referendum i utrata stołka?

„WSTYDZĘ SIĘ” – MÓWI RADNA

Na ostatniej sesji rady gminy burmistrz Adamowicz postanowił „podzielić” dzieci.

Zaproponował likwidację szkoły w Sątocznie i przeniesienie 42 uczniów do Łankiejmy, zamiast – jak logicznie wskazywałaby odległość – do Korsz. Dlaczego? Bo zdaniem włodarza dzieci ze wsi to inny sort.

Co innego jest mieć kolegów ze wsi, a co innego z miasta. Może lepiej sytuowanych, może lepiej ubranych – grzmiał z mównicy. I poszedł dalej: Ich ubiór pokazuje, że ci rodzice nie mają pieniędzy. Wrzucenie tych dzieci teraz do szkoły w Korszach to dla wielu byłoby traumą.

Słowa te odbiły się echem w całej gminie.

Radna Krystyna Borzęcka nie kryje emocji:

Gdy idę na zakupy, ludzie mnie o tę sytuację pytają, a ja się wstydzę.

Na sesji chciała zabrać głos, ale… nie dopuszczono jej do mikrofonu. Czyżby ktoś bał się prawdy?

„BARDZO NAS UBODŁO” – MÓWI ZAŁAMANA MATKA

Po burmistrzu na mównicę weszła matka ucznia z Sątoczna. Głos jej się trząsł, gdy mówiła: Bardzo nas ubodło, że nasze dzieci są gorzej ubrane. Mam rozumieć, że nasze dzieci idą do Łankiejm, bo tam też są dzieci gorzej ubrane i biedniejsze?

To pytanie wisi w powietrzu i nie znajduje odpowiedzi.

BURMISTRZ PRZEPRASZA, ALE… NIE WIDZI POTRZEBY

Adamowicz, niczym zawodowy polityk, rzucił przeprosiny w eter. Najpierw na sesji, potem na Facebooku.

Tłumaczy, że sam w latach 70. jako chłopak ze wsi czuł się gorzej wśród lepiej ubranych uczniów w Olsztynie. I teraz, w swej nieograniczonej hojności, chce „chronić” wiejskie dzieci przed podobnym doświadczeniem.

Może troszeczkę źle powiedziałem – stwierdził.

Kiedy zapytano go, czy pojedzie do Sątoczna przeprosić dzieci i rodziców, odparł sucho, że „nie widzi na razie takiej potrzeby” i że nikt go tam nie zaprasza. Cóż za szlachetność!

„DZIECI NOSZĄ ZA DUŻE BLUZY” – MÓWI MAMA

Jedna z matek z Sątoczna, która rozmawiała z PAP, obala argumenty burmistrza.

Dziś dzieci noszą za duże bluzy i porwane spodnie, czy to wieś, czy miasto. Burmistrz na dziecięcej modzie się nie zna i skrzywdził nas i nasze dzieci – mówi

Jej dzieci, tak jak inne, czytają w internecie, co burmistrz o nich myśli. I pytają: dlaczego?

PRAWDZIWE POWODY? PIENIĄDZE!

Cała afera wybuchła przy okazji propozycji oszczędności. Likwidacja szkoły w Sątocznie ma dać gminie 1,5 mln zł oszczędności.

Gmina jest zadłużona na 29 milionów złotych. Czyżby to była prawdziwa przyczyna całego zamieszania, a „dobro dzieci” to tylko zasłona dymna?

Burmistrz zapowiedział, że wróci do tematu na najbliższej sesji.

Tymczasem w sieci wrze. Jedni domagają się referendum w sprawie jego odwołania, inni twierdzą, że padł ofiarą hejtu.

Rodzice z Sątoczna czekają na publiczne przeprosiny. A dzieci? One po prostu chcą chodzić do szkoły, w której nikt nie będzie ich oceniał po metce na ubraniu.