W Polsce bohater, w Niemczech przestępca. Czy Warszawa klęknie na kolanach przed Berlinem i wyda ukraińskiego nurka?

W Warszawie rozgrywa się międzynarodowy thriller szpiegowski. Wołodymyr Ż., ukraiński nurek podejrzewany przez Niemcy o udział w wysadzeniu gazociągu Nord Stream, został właśnie przesłuchany przez polskich śledczych. Ale uwaga – nie jako podejrzany, lecz jako świadek.

Mężczyzna, który według niemieckiej prokuratury miał zejść na dno Bałtyku, by podkładać ładunki wybuchowe, teraz twierdzi, że jest niewinny. Zaprzecza wszystkim zarzutom i zapewnia, że w dniu eksplozji przebywał w Ukrainie.

Tymczasem polski sąd przedłużył mu areszt, uznając, że istnieje realna obawa ucieczki – zwłaszcza że mężczyzna dysponuje dwoma legalnymi paszportami.

POLSKIE ŚLEDZTWO: TAJEMNICA ZA MILIONY DOLARÓW

Polska prokuratura prowadzi własne, tajne śledztwo w sprawie wybuchów na Nord Stream od września 2022 roku.

Oficjalnie nie ma w nim żadnych podejrzanych, a zgromadzony materiał dowodowy nie dał jak dotąd podstaw do postawienia zarzutów. Śledczy badają m.in., czy doszło do ataku o charakterze terrorystycznym i jaki wpływ na środowisko morskie miały gigantyczne wycieki gazu.

Co ciekawe, polska i niemiecka prokuratura wymieniają się informacjami, ale – jak wynika z doniesień – współpraca bywała napięta.

Niemieccy śledczy mieli podobno liczyć na większe wsparcie po powrocie Donalda Tuska do władzy, ale ich nadzieje podobno się nie spełniły.

MIĘDZYNARODOWA AWANTURA: KOGO CHRONI POLSKA?

Sprawa Wołodymyra Ż. wywołała prawdziwą burzę na arenie międzynarodowej.

Niemcy domagają się ekstradycji mężczyzny, grozi mu tam nawet do 15 lat więzienia za sabotaż konstytucyjny i zniszczenie mienia.

Tymczasem premier Donald Tusk otwarcie staje w obronie Ukraińca, twierdząc, że w interesie Polski nie jest jego wydanie.

Jeszcze bardziej szokujące są doniesienia, jakoby minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski miał być gotów przyznać Wołodymyrowi Ż. azyl w Polsce. To pokazuje, jak gorący politycznie jest to temat.

KTO STOI ZA WYBUCHAMI? NIEZNANA SPRAWA

Eksplozje z 26 września 2022 roku, które zniszczyły trzy z czterech nitek Nord Stream 1 i Nord Stream 2, do dziś owiane są tajemnicą. Mimo że żadna ze stron nie przyznała się do ataku, wśród podejrzanych wymienia się Rosję, Ukrainę, a nawet Stany Zjednoczone.

Niemieccy śledczy wskazują na ukraiński ślad – podobno do akcji użyto jachtu „Andromeda”, na którym znaleziono ślady materiałów wybuchowyc. W sprawie pojawiają się też inne postaci: Serhij K., zatrzymany we Włoszech i czekający na ekstradycję do Niemiec, oraz Wsiewołod K., który zginął na froncie.

CO DALEJ Z WOŁODYMIREM Ż.?

Teraz decyzja w rękach polskiego sądu. W ciągu najbliższych 100 dni musi on zapoznać się z dokumentacją od strony niemieckiej i podjąć decyzję w sprawie ekstradycji.

Obrońca Wołodymyra Ż. już zapowiedział, że będzie się ostro sprzeciwiać wydaniu swojego klienta, argumentując, że „żaden obywatel Ukrainy nie może być oskarżony o niszczenie mienia rosyjskiego, kiedy jego kraj prowadzi działania wojenne”.

Czy polski wymiar sprawiedliwości ugnie się pod presją Berlina? Czy może uznają, że Wołodymyr Ż. to jedynie przypadkowa ofiara międzynarodowej rozgrywki? Jedno jest pewne – to nie koniec tej sensacyjnej historii.