Janusz Palikot po wyjściu z aresztu mieszkał w pięciogwiazdkowym hotelu, bo nie miał za co żyć

Po wyjściu z aresztu mieszkał przez półtora miesiąca w pięciogwiazdkowym Hotelu Warszawa. Teraz utrzymuje się z internetowych datków, za które fani kupują mu „symboliczną kawę”. Janusz Palikot, były polityk i biznesmen, który stoi przed sądem w sprawie oszustw na 70 milionów złotych, był gościem Krzysztofa Stanowskiego w „Kanał Zero”. Jego opowieść to mieszanka deklaracji o biedzie, wspomnień o luksusie i przepisów kulinarnych z TikToka.

Podczas ponad dwugodzinnej rozmowy w „Kanał Zero” Janusz Palikot otwarcie mówił o swoich obecnych problemach z utrzymaniem.

Jak przyznał, „żyje teraz z datków od ludzi”, którzy za pośrednictwem platform internetowych przekazują mu niewielkie sumy, doceniając m.in. jego przepisy kulinarne publikowane na TikToku.

To trafiło pod strzechy, gdziekolwiek nie idę, to ludzi mówią o tych filmikach – mówił Palikot. Dlaczego nie mają z radości, że to im się podoba, wpłacić 5 złotych, 10 złotych czy 20 złotych. W dalszym ciągu proszę Państwa, by wpłacać – dodał.

Krzysztof Stanowski nie pozostał dłużny i przypomniał gościowi jego niedawny, dość luksusowy adres: „póki co mieszka w Hotelu Warszawa”.

Palikot sprostował, że już tam nie mieszka, ale tuż po wyjściu z więzienia spędził w tym pięciogwiazdkowym obiekcie półtora miesiąca. Na zadane pytanie, z czego opłacał pobyt, odparł: „Nie płacąc za to”.

Jak wyjaśnił, była to propozycja ze strony hotelu.

Funkcjonowałem tam przez lata i dostałem taką propozycję, bo nie miałem gdzie mieszkać. Zostałem przygarnięty. Po wielu latach dostałem coś za darmo – powiedzial Palikot.

Kanał Zero, prowadzony przez Krzysztofa Stanowskiego, to popularny kanał w serwisie YouTube, na którym prowadzone są długie, wielogodzinne wywiady. Format ten pozwala na dogłębne poruszanie często kontrowersyjnych tematów, a gośćmi są zwykle znane i barwne postaci ze świata polityki, kultury i biznesu. Rozmowa z Januszem Palikotem idealnie wpisuje się w tę formułę.

Opowieściom o życiu z datków przeczą jednak poważne zarzuty, które wisi nad byłym politykiem. Zgodnie z informacjami Prokuratury, Janusz Palikot usłyszał osiem zarzutów oszustwa. Śledztwo dotyczy nawet 5 tysięcy osób, które mogły zostać oszukane na łączną kwotę blisko 70 milionów złotych.

Sprawa dotyczy kampanii crowdfundingowych, które Palikot organizował dla swoich spółek z branży alkoholowej, głównie przez platformę Beesfund (później Crowdway). Oferował inwestorom atrakcyjne warunki, w tym odsetki do 10 proc. w skali roku. Pieniądze od pożyczkodawców, zamiast trafiać na inwestycje, były jednak – według ustaleń – wykorzystywane do spłacania innych długów jego przedsiębiorstw lub transferowane między spółkami.

W sierpniu 2024 roku Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów nałożył na Palikota karę w wysokości 950 tysięcy złotych, a na jego spółkę Polskie Destylarnie – 239 tysięcy złotych za wprowadzanie konsumentów w błąd. Warto dodać, że podczas jednego z webinarów dla inwestorów Palikot chwalił się, że jego spółka w 2022 roku osiągnęła przychód na poziomie 56 mln zł, podczas gdy jej rzeczywisty obrót wyniósł zero złotych.

Janusz Palikot to postać dobrze znana z politycznego boiska. W przeszłości był posłem, a także liderem Ruchu Palikota. Zapisał się w pamięci Polaków również dzięki bardzo agresywnym i kontrowersyjnym atakom na braci Kaczyńskich. W 2020 roku sam przyznał w wywiadzie dla „Polski The Times”, że stworzył „przemysł pogardy” wobec Lecha Kaczyńskiego, a jego celem było ówczesnego prezydenta „ośmieszyć, wyszydzić, skompromitować”

Do jego najbardziej pamiętnych incydentów zalicza się m.in.: publiczne nazwanie Lecha Kaczyńskiego „chamem” w programie telewizyjnym. Konferencje prasowe, podczas których sugerował, że prezydent ma problem z alkoholem, pijąc tzw. „małpki” czy domagając się ujawnienia jego stanu zdrowia. Przyniesienie na konferencję prasową odciętej głowy świni jako „prezentu dla PZPN”, co miało nawiązywać do otoczenia prezydenta.

Historia Janusza Palikota to w tej chwili opowieść o dwóch, trudnych do pogodzenia, rzeczywistościach.

Z jednej strony mamy człowieka, który deklaruje, że jest w tak trudnej sytuacji, iż utrzymuje się z społecznościowych zbiórek na kawę i zdobył popularność dzięki filmikom kulinarnym. Z drugiej – byłego biznesmena i polityka, który musi odpowiadać przed wymiarem sprawiedliwości za działania, w których poszkodowanych mogło być kilka tysięcy ludzi, a straty sięgają dziesiątek milionów złotych. Jego wizyta w Hotelu Warszawa, nawet jeżeli darmowa, tylko pogłębia kontrast między jego deklaracjami a publicznym wizerunkiem.