Działaczka ZKwP to sadystka? W jej hodowli ujawniono 16 zagłodzonych psów, dziesiątki skrzywdzonych

Szesnaście szkieletów w klatkach. Dziesiątki żywych, lecz wyniszczonych do granic możliwości ciał. To nie obraz z tajnego, nielegalnego pseudohodowli. To oficjalnie zarejestrowany Nescaland Kennel, prowadzony przez osobę ze szczytów lokalnych władz Związku Kynologicznego w Polsce. Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt nie pozostawia wątpliwości: to, co odkryto, to akt szczególnego okrucieństwa. A głosy z wewnątrz środowiska mówią, że to tylko wierzchołek góry lodowej.

Dramat zwierząt. Właścicielka wysoko postawiona w strukturach

Dwa dni temu funkcjonariusze DIOZ wkroczyli do hodowli Nescaland Kennel w rejonie Skierniewic, zarejestrowanej w strukturach ZKwP i międzynarodowej federacji FCI. To, co zastali, opisują słowami: „powinno wstrząsnąć całym środowiskiem kynologicznym i każdym człowiekiem”. Na miejscu znaleziono 16 zwłok psów, które zmarły z głodu. Obok, w nie mniejszym cierpieniu, wegetowały kolejne zwierzęta, skrajnie wychudzone, chore, wymagające natychmiastowej pomocy weterynaryjnej.

Szok potęguje tożsamość właścicielki. Katarzynę Przybylską nie można uznać za przypadkową osobę. Była ona nie tylko członkinią ZKwP, ale do dnia interwencji pełniła funkcję sekretarza Komisji Rewizyjnej ZKwP Oddziału w Gdyni – czyli organu, który teoretycznie ma kontrolować i stać na straży standardów.

Osoba z organu kontrolnego. Osoba, która miała stać na straży standardów i prawidłowości. To fakt, który czyni tę sprawę jeszcze bardziej druzgocącą – podkreśla DIOZ w swoim ostrym komunikacie.

Inspektorat zapowiada, że będzie wnosić o kwalifikację czynów jako znęcania się ze szczególnym okrucieństwem, za co grozi do 5 lat więzienia.

TO BYŁA SADYSTYCZNA PERWERSJA – czytamy w komunikacie DIOZ.

Fot. DIOZ

„To tylko czubek góry lodowej”

Sprawa Nescaland Kennel wywołała lawinę komentarzy, a wśród nich wybrzmiał mocny, osobisty głos Przemka, hodowcy owczarków niemieckich długowłosych, od lat występującego przeciwko patologiom w ZKwP. Jego wpis na Facebooku to gorzka, szczegółowa opowieść o systemie, który – jego zdaniem – latami tuszował problemy i niszczył głosy sprzeciwu.

Od lat informowałem o patologiach: o hodowlach rejestrowanych pod fałszywymi adresami, oszustwach w dokumentacji zdrowotnej psów, fikcyjnych egzaminach – pisze Przemek. Jego alarmy spotykały się nie z reakcją, ale z represjami. Został usunięty ze Związku na podstawie, jak twierdzi, wydumanych zarzutów, bez prawa do obrony. Otrzymał tzw. „wilczy bilet” – informację rozesłaną do oddziałów, by nie rejestrować jego psów.

Wśród spraw, które nagłaśniał, była m.in. hodowla prowadzona przez sędziego. Mówił o psach trzymanych w przyczepach, chorych szczeniętach, rejestracji hodowli w bloku mimo trzymania zwierząt w ziemiankach.

To wszystko spuszczono do ścieku, a ze mnie zrobiono wariata – relacjonuje.

Mimo wygranej w sądzie, który nakazał ZKwP przywrócenie go na listę członków, zarząd główny nie zastosował się do tego przez 3 lata. Ostateczna rozprawa ma się odbyć pod koniec stycznia.

Kilkanaście rodzin rości sobie prawo przejmowania stanowisk pod przykrywką demokratycznych wyborów, aby ciągnąć hajs twierdzi hodowca. Jesteście dla nich dojną krową. (…) Mit ZKwP jako jedynej słusznej organizacji runął lata temu.

Fot. DIOZ

Czy związek kynologiczny tonie pod ciężarem oskarżeń?

Sprawa Katarzyny Przybylskiej postawiła przed Związkiem Kynologicznym w Polsce pytania, na które społeczność hodowców i miłośników psów czeka na odpowiedź. Jak to możliwe, że osoba z komisji rewizyjnej dopuściła się takiego okrucieństwa? Dlaczego system kontroli wewnętrznej zawiódł? I czy relacja Przemka jest odosobnionym głosem, czy świadectwem głębszego kryzysu?

DIOZ deklaruje, że nie pozwoli, by sprawa została „zamieciona pod dywan”.

Zwierzęta nie mówią. My mówimy za nie – podkreślają.

Czy ta dramatyczna sytuacja stanie się przełomem, który zmusi największą kynologiczną organizację w kraju do głębokich reform, przejrzystości i prawdziwej troski o dobrostan zwierząt, a nie tylko o wizerunek? Na to pytanie odpowiedzą najbliższe miesiące i reakcja samych hodowców, którzy – jak pisze Przemek – muszą powiedzieć „dość”.

Przeczytaj liczne posty o ostatniej sprawie głodzonych zwierząt we wspomnianej hodowli TUTAJ.

Rekordowa zrzutka na bernardyny

Co ciekawe, w związku z rozmiarem tragedii DIOZ założył zbiórkę na zwierzęta odebrane z tej hodowli. Tylko w ciągu 4 dni pieniądze wpłaciło ponad 3000 osób, co dało łączną kwotą grubo ponad 160 tys. zł!