Cóż za idiotyczny pomysł! Szaleńczy zjazd z Rysów niemal skończył się tragedią

Wymarzona ekstremalna przygoda w jednej chwili zamieniła się w walkę o życie. Snowboardzista, który postanowił zjechać z najwyższego szczytu Polski – Rysów (2499 m n.p.m.) – uległ poważnemu wypadkowi. Akcja ratunkowa, która rozegrała się w sobotę, przypominała sceny z filmu sensacyjnego. Z powodu zdradliwej pogody śmigłowiec był bezsilny. O życie mężczyzny walczyła 14-osobowa ekipa TOPR, wykorzystując najnowocześniejszy sprzęt… który w kluczowym momencie zawiódł.
Wezwanie pomocy od przypadku. Alarm nad Morskim Okiem
Do centrali Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego w Zakopanem zadzwonił przerażony turysta, który w drodze na szczyt natknął się na leżącego, nieprzytomnego snowboardzistę. To on uruchomił łańcuch zdarzeń, który w ekstremalnych warunkach miał przynieść pomoc.
Pierwszy na ratunek ruszył ratownik dyżurny ze schroniska nad Morskim Okiem. Jednocześnie z Zakopanego wyruszyła potężna, 14-osobowa grupa specjalistów od ratownictwa wysokogórskiego. Wiedzieli, że czas gra przeciwko nim.
Śmigłowiec uziemiony, dron – rozbity. Technologia vs. żywioł
Największym wyzwaniem okazała się pogoda. Niski pułap chmur i zła widoczność całkowicie uniemożliwiły użycie śmigłowca.
Ratownicy sięgnęli po wysokiej klasy drona, który stał się „latającym aniołem stróżem” dla poszkodowanego.
Podczas kilku misji maszyna zrzuciła rannemu pakiety grzewcze oraz specjalistyczny śpiwór, mające zabezpieczyć go przed śmiertelnym wychłodzeniem w czasie wielogodzinnego oczekiwania na pomoc.
Niestety, podczas jednego z kolejnych lotów, w trudnych warunkach, dron uległ awarii i został uziemiony. Technologia poległa w starciu z górskim żywiołem.

Heroiczny transport w pionowej ścianie. „To była walka o każdy metr”
Gdy ratownicy w końcu dotarli na miejsce, potwierdzili poważny uraz kończyny górnej u snowboardzisty.
W takich warunkach – na stromym, zaśnieżonym zboczu – jedyną drogą ewakuacji był transport w specjalnych noszach typu SKED z użyciem zaawansowanych technik linowych. Metr po metrze, w pocie czoła, opuszczali nieprzytomnego mężczyznę w dół.

TOPR apeluje: „Nie zbliżać się! To nie widowisko!”
Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe po zakończonej akcji wystosowało pilny apel do wszystkich turystów. Przebywanie w pobliżu miejsca prowadzenia akcji ratunkowej stanowi śmiertelne zagrożenie – zarówno dla gapiów, jak i dla samych ratowników.
Luźne kamienie poruszane przez ratowników lub wirnik śmigłowca mogą stać się śmiertelnymi pociskami. Prosimy o rozwagę i nieutrudnianie naszej pracy. Góry nie wybaczają błędów, a tu chodzi o ludzkie życie – podkreślają służby.
Stan snowboardzisty, po udanej, choć niezwykle wymagającej akcji, jest stabilny. Jego identyfikacja nie została ujawniona. To kolejny, głośny przypadek, który przypomina, że polskie Tatry, choć piękne, są także jednym z najbardziej niebezpiecznych wysokogórskich terenów w Europie. Szaleństwo może kosztować życie.
Czytaj więcej
Chcesz, abyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas. Listy od Internautów już wielokrotnie nas inspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Napisz do Nas: portal@bumber.pl