Światło z Sosnowca. Jak śląski szpital przywraca widzenie Polsce

W industrialnej scenerii Sosnowca, między hutniczymi kominami a familokami, rozgrywa się cicha rewolucja. Wojewódzki Szpital Specjalistyczny im. św. Barbary, placówka o nazwie kojarzącej się raczej z górniczym patronem niż z delikatnością oka, stał się nieoczekiwanie epicentrum nadziei dla tysięcy Polaków. To tu, w sercu Śląska, padł rekord: w zeszłym roku wykonano 327 przeszczepów rogówki. Liczba ta, sucha i statystyczna, jest w istocie opowieścią o 327 nowych początkach.

To nie jest wyścig o rekordy. To wyścig z czasem, którego pacjenci nie mają– mówi prof. Dariusz Dobrowolski, kierujący tymi działaniami.

Jego głos jest spokojny, ale w słowach czuć napięcie osoby, która wie, że każdy dzień oczekiwania to dzień życia w mgle. Jeszcze niedawno ta mgła trwała niemal cztery lata. Dziś skurczyła się do około dwóch.

To nie abstrakcyjne skrócenie kolejki. To konkretna szansa dla człowieka, który znów chce przeczytać książkę, rozpoznać twarz wnuka czy po prostu samodzielnie wyjść do sklepu.

Sosnowiec nie działa w próżni. Jest filarem śląskiego ekosystemu transplantologii, który w ubiegłym roku dał nową rogówkę ponad 700 osobom. To blisko połowa wszystkich takich zabiegów w kraju. Katowicki Szpital Kolejowy dodaje do tej puli kolejne 265.

To efekt symbiozy, ścisłej współpracy, dzielenia się know-how – precyzuje profesor. Śląsk stał się w tej dziedzinie krajowym liderem. Ale nasza ambicja jest szersza.

Ambicja ta wyrasta z przemysłowej, twardej tradycji regionu, który dziś zamiast węgla i stali, przetwarza nadzieję. Szpital w Sosnowcu ma status ponadregionalny. Przyjeżdżają tu pacjenci z Małopolski, Świętokrzyskiego, Wielkopolski. To nie tylko logistyczne wyzwanie, ale, jak przyznaje Dobrowolski, „impuls do ciągłego podnoszenia poprzeczki i poczucie głębokiej odpowiedzialności”.

W gabinecie profesora rozmowa schodzi z liczb na konkretne historie. Każda z tych 327 operacji ma twarz. Dla młodego człowieka – to szansa na zdobycie zawodu, na niezależność. Dla osoby starszej – na zachowanie samodzielności w czterech ścianach własnego mieszkania.

Przeszczep rogówki nie ratuje życia jak przeszczep serca– mówi, dobierając słowa z chirurgiczną precyzją. – Ale ratuje jakość życia. Poprawa widzenia to często pierwszy krok do tego, by pacjent w ogóle zaczął dbać o resztę swojego zdrowia.

Najbardziej poruszające są historie tych najmniejszych pacjentów. W Sosnowcu przeszczep rogówki wykonano dziecku, które miało zaledwie sześć miesięcy.

U niemowląt to nie tyle przywracanie, co ratowanie możliwości rozwoju widzenia – tłumaczy profesor.

To procedura wymagająca i tymczasowa – dziecięca gałka oczna rośnie, a przeszczepiona rogówka już nie, więc zabieg trzeba za kilka lat powtórzyć. Ale jest to jedyna droga, by dziecko mogło kiedykolwiek zobaczyć wyraźnie kształty w podręczniku, twarz nauczyciela, linie boiska.

Chodzi o danie szansy na normalność. Na życie w świecie, a nie obok niego.

W holu szpitala wisi ikona św. Barbary, patronki dobrej śmierci i trudnej pracy. Można by pomyśleć, że to miejsce koncentruje się na odchodzeniu. Tymczasem prof. Dobrowolski i jego zespół każdego dnia zajmują się czymś wręcz przeciwnym: przywracaniem spojrzenia na świat. W metaforycznym i jak najbardziej literalnym sensie.

W Sosnowcu, mieście o industrialnej przeszłości, powstaje dziś najnowocześniejsze w Polsce centrum przywracania światła. I to światła, które ma konkretny, ludzki wymiar: pozwala dostrzec, że kolejka, choć wciąż długa, nieustannie się kurczy.